Hasło przewodnie marki brzmi: „Made For Fun” i wiecie co? My to kupujemy. Marin jest z nami od lat, angażuje się w festiwal jako sponsor konkurencji i jeśli to tylko możliwe, dorzuca konkretne atrakcje w postaci swoich globalnych ambasadorów. W ubiegłych latach był u nas między innymi Matt Jones. Kto wie, może poza testami rowerów Marina, w tym roku również będziecie mogli pojeździć z jakimś szalonym reprezentantem Marki?
Co musisz wiedzieć o marce Marin Bikes?








Jeśli mielibyśmy wskazać jedną rzecz, z której słyną rowery Marina, to bez zastanowienia – stosunek ceny do jakości. To nie są ani rasowe wyścigówki, ani sprzęt, który ma tylko dobrze wyglądać w garażu. To są rowery stworzone do jazdy.
Ich największa siła? Zostały ogarnięte razem z zawodnikami i zaprojektowane z myślą o jednym – żeby wycisnąć z jazdy maksimum frajdy. I serio… to czuć od pierwszych metrów. Hasło Made For Fun to nie jest tylko marketing – ono naprawdę działa. Przyciągnęło nie tylko międzynarodowe nazwiska pokroju Matta Jonesa, ale też zbudowało mocną ekipę w Polsce.
I to jaką – od slopeduro, przez enduro i dirt, aż po konkretny freeride. No i Jibberzy… mamy wrażenie, że to już nie tylko ekipa, a prawdziwi wyznawcy Marina. I w sumie trudno się dziwić – bo na tych rowerach możesz robić praktycznie wszystko. I najważniejsze: zawsze dobrze się przy tym bawić.
Marin Na Garmin Joy Ride Małopolska Festiwal – Testy, zakupy, atrakcje
Tak – będzie można testować rowery Marina. Tak – będzie można zgadać się z lokalnymi ambasadorami i wypytać ich o wszystko: co, gdzie, jak i dlaczego. A najlepsi zawodnicy? Wskakują do Whip Contestu, którego patronem jest właśnie Marin Bikes. O samym whipie napiszemy w osobnym newsie, a dziś skupimy się na samym stanowisku w strefie targowej.
Coś nam mówi, że ambasadorzy znowu odpalą jakieś zamieszanie w strefie targowej – czy to pokazy, czy inne kreatywne akcje. Z nimi nigdy nie jest nudno. Jedno jest pewne: w okolicach stoiska Marina zawsze dużo się dzieje.
A jeśli już odhaczycie wszystko ze swojej listy… to mamy dobrą wiadomość – w poprzednich latach właśnie tam można było dorwać naprawdę dobrą kawusię. A jak wiadomo, na festiwalu, po zarwanych nockach… dobrej kawy nigdy za wiele…