Kto zakładał, że piątkowy after i nocne ściganie wyciągną z ludzi całą energię, ten w sobotę mocno się zdziwił. Drugi dzień Garmin Joy Ride Festival w Białce Tatrzańskiej pokazał, co się dzieje, gdy na jednym stoku spotkają się setki rowerowych wariatów. Miasteczko expo tętniło życiem, pod skoczniami ciągnęły się gęste tłumy rowerzystów, a niebo – wbrew prognozom – utrzymało pogodę dokładnie wtedy, kiedy było trzeba.
Nogi po piątku mogły być ciężkie, ale gdy pod trasami ruszył doping, liczył się już tylko czysty obłęd, prędkość i styl. Oto jak wyglądała sobota rozbita na poszczególne akty:

E-Bike Race – cichy podstęp dla łydki
Kto myślał, że elektryk ściga się sam, ten szybko musiał zweryfikować teorię na stromościach Kotelnicy. Ostre podjazdy wyciskały pot z zawodników i prąd z baterii, a wygrali ci, którzy połączyli moc silnika z żelazną kondycją.
- Kobiety do 34 lat: Emilia Wieczorek
- Mężczyźni do 34 lat: Grzegorz Kowalczyk
- Mężczyźni 35–44 lata: Marcin Motyka
- Mężczyźni powyżej 45 lat: Miłosz Kędracki

Downhill Finały – ogień na trasie i bezlitosny stoper
Finałowe przejazdy downhillu to była bezkompromisowa jazda po krawędzi. Zero kalkulacji, czysta prędkość i walka o ułamki sekund na zjeździe. Sławek Łukasik ponownie udowodnił, że gra w osobnej lidze, wykręcając czas 2:34.29. U kobiet po najwyższy stopień podium sięgnęła Kasia Burek, zamykając budzik z czasem 3:18.05.

Santa Cruz Best Whip Contest – grawitacja wysłana na urlop
Nowo wybudowane hopy siadły perfekcyjnie, dając zawodnikom tyle przestrzeni w powietrzu, że rowery latały dosłownie bokiem. Tłum zgromadzony pod sekcją ryczał przy każdym przejeździe. U kobiet głębokimi kątami wygrała Natalia Niedźwiedź. Wśród mężczyzn po raz kolejny historię napisał 14-letni Franek Gryzło – chłopak po raz drugi z rzędu obronił tytuł, wkręcając w ziemię znacznie starszych i bardziej doświadczonych riderów. Mutant. Choć mały.

Best Trick – kosmos na finałowej hopie
Po whipach kurz opadł tylko na moment. Po paru chwilach cała uwaga przeniosła się na finałowy kicker. Karolina Burdek przypieczętowała wygraną u kobiet, posyłając wyciągniętego suicide nohandera. To, co u mężczyzn zrobił Paweł Stachak, przekroczyło jednak granice rozsądku – sklejony przez niego frontflip do barspina dosłownie zamknął zawody. Warto zaznaczyć, że wcześniej zmieścił jeszcze 360 na stepdownie.

Sobota dała z siebie 100% normy i zapisała kolejną grubą kartę w historii festiwalu. Z media roomu słyszymy już pierwszych ludzi na afterze, więc nie tracimy czasu na gadanie. Niedziela przed Nami – wbijajcie do Białki dokończyć ten weekend tak, jak należy!