Dodano: 16 Wrz 2018, Autor: Admin

Sebastian Litner: chodzi o ciągły progres, podsycanie kreatywności, ekspresję, eksplorację

Zapraszamy na rozmowę z Sebastianem Litnerem – twórcą grafiki na koszulce związanej z Małopolska Joy Ride Zakończenie sezonu 2018 – który na koncie ma wiele ciekawych realizacji. Jedną z nich są narty, na których Andrzej Bargiel zjechał w tym roku z K2. Poznajcie człowieka, który niczym alchemik, w perfekcyjnych proporcjach miesza sztukę i sportowe zajawki.

 

Joy Ride: Cześć Sebastian, jak się masz?

Sebastian Litner: Witaj załogo Joy Ride! Dziękuję, jest nieźle, choć szczerze mówiąc ostatnio czuję się nieco zajechany. Próbuję się w końcu wyrwać z “martwego ciągu działania” i wybrać na długo wyczekiwane wakacje z dziewczyną 🙂

Może na wstępie powiedz naszym czytelnikom kilka słów o sobie – czym zajmujesz się na co dzień i jak mocno zazębia się to ze światem sportów ekstremalnych?

Obecnie zjechałem do kraju i działam głównie w rodzinnych stronach. Postanowiłem się na moment zatrzymać lokalnie i zorganizować swoją świeżo założoną działalność Sebastian Litner DESIGN. Od jakiegoś czasu, dzięki uprzejmości chłopaków z SIEJEMY (BIG UPs!), mam możliwość korzystania z wymarzonej przestrzeni w Bielsku-Białej, gdzie obecnie znajduje się moja pracownia. Ostatnio spędzam czas głównie przy różnego rodzaju projektach: od logotypów, przez ilustracje, reprodukcje obrazów, projekty desek wszelkiego rodzaju, aż po malowanie samochodów czy murali. Próbuję tym samym zaobserwować i wybrać, który z tych kierunków jest najbardziej kompatybilnym z tym, co w życiu chcę robić. Chciałbym móc pozwolić sobie, poza regularnym życiem, na realizację pasji, podróży i innych zajawek. Jakiś czas temu zauważyłem, że to droga, która docelowo pozwoli zachować wolność i będzie motorem dla działań na szerszą skalę, czy to sportowych czy artystycznych.

 

Sebastian poza pracownią. Foto: Tomek Rakoczy

 

Jak mocno jedno z drugim się łączy?

Bardzo. O to samo chodzi – o ciągły progres, podsycanie kreatywności, ekspresję, eksplorację. Codziennie w pracy uczę się nowych “sztuczek”, by móc lepiej wyrażać to, co w gdzieś w głębi siedzi. Poszukuję w tym swojego stylu i tzw. ‘flow’ (^^)  analogicznie do sportów ekstremalnych czy… muzy. Ta ostatnia, choć w bardzo amatorskim wydaniu, jest dla mnie wentylem wyrównującym ciśnienie codzienności, gdzie mogę, jak w sporcie, poczuć się wolny, ograniczony jedynie wyobraźnią.

Jeden z twoich ostatnich projektów pojawi się na najbliższej imprezie Joy Ride. Skąd czerpałeś inspirację do stworzenia grafiki na koszulkę związaną z zakończeniem rowerowego sezonu na Harendzie?

Swojego czasu mieszkałem w Zako, które darzę szczególnymi względami i nie jest mi obcy klimat panujący na podhalańskich eventach. Szukałem pomysłu na coś zabawnego, przerysowanego, co odda aurę imprezy Joy Ride w pozytywny sposób. Pojawiła się myśl, by “przerobić” dorożkę na rower… Po chwili szkicowania pojawiły się też inne góralskie atrybuty w projekcie i elementy nawiązujące do eventu. No i “mos babo Bace”! 🙂

Trzeba przyznać, że trafiłeś w punkt – góral, drewniany drop i hasło. Gratsy, poczułeś ten klimat!

Dzięki! Cieszę się, że udało się wstrzelić w Wasze oczekiwania.

 

Projekt koszulki na Małopolska Joy Ride Zakończenie sezonu 2018.

 

Jesteś także autorem wielu innych i ciekawych projektów – w tym malowania, które znalazło się na nartach Andrzeja Bargiela – tych nartach, na których zjechał z K2. Jak wyglądała realizacja tego zadania?

Uff… zdecydowanie było to wyzwanie. Zrobienie grafiki na sprzęcie typu narty, na których miałby ktoś zjechać z K2, brzmiało w pierwszej chwili jak szalony pomysł, biorąc pod uwagę zużycie sprzętu w tak ekstremalnych warunkach. Tym bardziej, że na realizację tego projektu miałem kilka dni, a nart było pięć par 😛  Zacząłem pracę, jak tylko dotarły do mnie deski. Jeden dzień poszedł na samo przygotowanie i zagruntowanie sprzętu. Finalnie zostały mi 3 doby na stworzenie 5 grafik, by moc je na koniec odpowiednio zabezpieczyć. Zamknąłem się w pracowni, zacząłem szkicować i szukać pomysłów, kadząc narty z każdej strony w intencji powodzenia wyprawy. Jak jakiś pomysł się pojawiał i uznawałem go za optymalny, biorąc pod uwagę napięcie czasowe, przechodziłem do malowania, na bieżąco szukając już pomysłu na kolejną parę. Szczęśliwie udało się zdążyć na czas ze wszystkim i mógł zabrać swoją serię custom na wyprawę życia 😉

Andrzej Bargiel miał jakieś sugestie czy miałeś „wolną rękę”?

Starałem się nawiązać jakoś do okresu, w którym mieszkaliśmy razem w Zakopanem. Założyłem, że misją i funkcją tego projektu będzie motywacja oraz dodanie mu otuchy i mocy w sytuacjach, kiedy będzie sam na sam z górą, tylko w towarzystwie swoich nart. Na pewnym etapie pracy zadzwoniłem do Jędrka, informując go, że została jeszcze jedna wolna para nart i czy chciałby na niej mieć coś szczególnego. Po chwili dostałem telefon z odpowiedzią, że chciałby czuć obecność swojej rodziny w trakcie zdobywania K2 i padł pomysł zrobienia drzewa genealogicznego. Ze względu na format musiałem ubrać to jakże płodne drzewo w inną formę. Finalnie on sam jak i reszta jego rodzeństwa zostali przedstawieni jako ptaki szybujące nad szczytem góry. Ten model nart nazwałem “FAMILY FIRST” i został wybrany przez Andrzeja na historyczny zjazd. Dostałem niedługo po tym wyczynie wiadomość od niego , że wybrał “te rodzinne” i że spełniły swoje zadanie. Ciężar spoczywający na głowie i odbijające się jak echo pytanie “czy moja praca przejdzie próbę K2” zamieniły się w poczucie zadowolenia z osiągnięcia wysoko postawionego celu 🙂

 

Malowanie nart Andrzeja Bargiela na K2. Foto: Tomek Wolak

 

Piękna historia… Jaka była najtrudniejsza realizacja, której się podjąłeś?

Chyba właśnie projekt z Jędrkiem. Ze względu na narażenie lub na zniszczenie. Choć zdarzyło mi się malować całkiem spory mural na ścianie z blachy falistej i to też było nie lada wyzwaniem 😉

Czy zamiłowanie do sportów i przebywanie w określonych subkulturach pomaga Ci w projektowaniu?

Jak najbardziej! Sport, czy to narty zimą, czy letnie zajawki, daje mi energię i kopa do życia. Wiąże się to zawsze z podróżą, która jest idealną pożywką dla nowych projektów. Nie znoszę monotonii, stąd też zmierzam do tego, by móc projektować niezależnie od miejsca i dobierać projekty tak, by mieć możliwość podróżowania, realizując pracę i pasję na szeroką skalę.

Dzięki za krótką rozmowę. Życzymy wielu ciekawych projektów i niekończącej się weny!

Dzięki wielkie! Niestety stronka jeszcze nie hula, zatem zapraszam na swój profil instagramie, gdzie znajdziecie niebawem bieżące projekty.

Pozdrowionka!

 

Kilka innych projektów Sebatiana Litnera: