Dodano: 4 Paź 2014, Autor: Admin

Test: Rose Uncle Jimbo 2 2014

Oto kolejny rower, który wycisnęliśmy niczym świeżutką cytrynę. Wszystko po to, by przedstawić Wam 100% prawdę dotyczącą jego konstrukcji, wyposażenia i tego, jak spisał się w terenie. Przed Wami sprzęt, który udowodnił, że maszyna do enduro potrafi naprawdę wiele. Poznajcie Rose Uncle Jimbo 2 2014.

Początki niemieckiej marki Rose słabo korelowały z światem rowerów. Firma stawiała przede wszystkim na sprzedaż wysyłkową rozmaitych produktów, które klienci wybierali  z zamawianych wcześniej, kilogramowych katalogów. Pierwsze nieśmiałe próby sprzedawania rowerów okazały się strzałem w „10″ i już po kilku sezonach marka Rose stała się mocnym, bardzo dynamicznym brandem w świecie rowerów „z krwi i kości”, albo lepiej – smaru i śrubek.

2

Obecnie Rose stanowi duży sektor rynku „direct selling”. System jest prosty: klient wchodzi na stronę, wybiera odpowiednią konstrukcję i jej wersję osprzętową (może też mocno zmienić konfigurację w kwestii sprzętu i kolorów), a następnie zamawia cacko na swój adres. Po kilku tygodniach cieszy się z nowego roweru, który jak na maszyny sprzedawane w ten sposób, powiela doskonały stosunek jakości i komponentów do ceny.

3

Setup i biżuteria

Testowany przez nas model to katalogowy rozmiar „M”. Trzeba jednak przyznać, że po pierwszej przymiarce pokazał, że jest dość długi. Tyczy się to zwłaszcza przedniego trójkąta, którzy przy zastosowaniu mostka o długości 50mm wymuszał delikatne pochylenie tułowia podczas jazdy. Długość górnej rury wynosi w „m” 590mm. Fani grawitacji muszą się przestawić, jednak w gruncie rzeczy tego typu pozycja sprzyja podjeżdżaniu – a przecież do tego między innymi stworzono Wuja Jimbo 2.

4

Pełna geometria roweru Rose Uncle Jimbo 2 2014 dostępna na stronie dystrybutora.

To, co powinno spodobać się radykałom, to fakt, że Wuja toczy się na 26” kołach. Stara szkoła podpasuje zwłaszcza tym z enduraków, którzy nie chcą rezygnować z żwawego fruwania, czy stromych, iście downhillowych zjazdów. Poza tym dostępność ogumienia w klasycznym rozmiarze 26” jest nadal na tyle duża, że jeszcze przez wiele sezonów nie będzie miała konkurencji.

5

Rama Rose Uncle Jimbo to kawał solidnej konstrukcji. Co prawda nie kryje w sobie technologii rodem z NASA, bo to czterozawias na horście, ale dzięki temu jej awaryjność zmniejszono do minimum. Spawy położone są precyzyjnie i bardzo estetycznie. Hydroformowane rurki dodają ramie charakteru, a eleganckie wykończenie tylnego trójkąta, czy popychacza zawieszenia zapewniają, że nie jest to pierwsza, lepsza katalogówka. Tylna piasta w rozstawie 142x12mm dopełnia sztywności i podkreśla, że to sprzęt wpisujący się w najnowsze standardy enduro.

6

Testowany model posiada dość kontrowersyjne malowanie. Niby kolor nie jeździ, jednak miło też mieć sprzęt, który cieszy oko stojąc w mieszkaniu. O tym, czy ten jest ładny nie będziemy dyskutować, bo to kwestia gustu. Postaramy się skupić na osprzęcie, który jest bardzo ciekawy. Tutaj przede wszystkim pierwsze skrzypce gra widelec – Rock Shox Pike RC – lekki, sztywny i dobrze działający widelec z możliwością zmiany skoku i utwardzenia przed dopompowanie. Za tylne zawieszenie odpowiada damper Rock Shox Monarch RT3 z blokadą skoku. Zawiecha generuje ugięcie w zakresie 160/156mm, co w zupełności wystarcza, by ogarnąć nie tylko endurowe single i wycieczki, ale także większość polskich bike parków, a nawet tras DH.

7

8

Wracając do uzbrojenia –  Uncle Jimbo 2 w dużym stopniu wyposażony jest w lekkie i dobre jakościowokomponenty marki Spank: kompletne koła, mostek, kierownica. Do tego napęd Shimano XT, który wedle woli możemy modernizować przed finalizacją zakupu. Do tego Avid Code R aka BRZYTWY na tarczach 203 i 180mm oraz zacne opony Schwalbe Fat Albert i korba Race Face. Oczywiście, jak na rower do „ędóro” przystało w jego setupie znajduje się też zdalnie regulowana sztyca Rock Shox Reverb. W telegraficznym skrócie – całość komponentów jest dobrze dobrana i współgra ze sobą bardzo dobrze. Wiele z nich cechuje niska masa, pytanie więc – dlaczego waga pokazała blisko 14,5kg?

9 10

Jazda, jazda!

Ze względu na stosunkowo długi przedni trójkąt do „Wujka” trzeba się chwilę przyzwyczajać. Kiedy jednak już dogadasz się z geometrią, to rower pokaże swoje prawdziwe oblicze. Dzięki przedniej przerzutce i blokadzie skoku maszyna wspina się bez problemów. Może nie są to żwawe podskoki górskiej kozicy, ale regularne dreptanie piechura. Pełnię szczęścia odczuwasz, kiedy jesteś na szczycie, a przed tobą perspektywa kilku minut singla. Podczas testów sporo kilometrów trzasnęliśmy na Rychlebach. Jazda po Wielorybie, czySuperFlow na tym cacku była istną frajdą. Rower dobrze podskakuje, bez problemów odrywa się od ziemi. Krótki tylny trójkąt sprawia, że łatwo i zwinnie wychodzi z zakrętów. Wahacz jest sztywny, więc nawet jeśli porwiesz się na mocnego whipa, którego nie wrócisz, to rama przyjmie siły na przysłowiową klatę.

11

Ustawione zawieszenie pracuje bardzo dobrze – nawet jeśli Rock Shox Pike nie jest najbardziej wypaśną wersją, to podrywając rower czuć jego niską masę. Świetne kąty kierownicy Spanka to też parametr, który momentalnie daje się polubić. Korba Race Face nie posiada bash’a ani rolki napinacza. Zębatki chroni aluminiowy rockring, a trzymanie łańcucha w miejscu gwarantuje przerzutka ze sprzęgłem. Z ręką na sercu – przy ponad miesięcznej eksploatacji łańcuch nie spadł ani razu. A uwierzcie, nie jeździliśmy lajtowo.

13 14

Pod kreską

Rose Uncle Jimbo 2 2014 to rower, który śmiało wykracza poza ramy typowego enduro. To maszyna, która po małych modernizacjach mogłaby z sukcesem służyć do latania po bike parkach i trudniejszych trasach. W zależności od upodobań można modernizować napęd – nam bardziej przypadłaby wersja z jedną zębatka, napinaczem/bashem i większą kasetą z tyłu. Zawiecha i komponenty są rewelacyjne, no może tylko maszynowo skręcane szprychy szybko upomną się o dociągnięcie. Hamulce- pierwsza klasa. Generalnie, to rower na nasze trasy i nasze góry. Dzięki niemu nie zamkniesz się na turystykę wybierając zjazdy, ani nie zrezygnujesz z latania, bo masz rower enduro. Uniwersum w czystej formie. Można chcieć czegoś więcej? Zwłaszcza, że za całość zapłacimy lekko ponad 9 tysięcy złotych.