Dodano: 26 Lis 2012, Autor: Admin

Test: Nukeproof Mega

Powoli nadchodzi czas, kiedy będziemy myśleli o małych i dużych modernizacjach naszego sprzętu. Zanim jednak dokonamy tych istotnych wyborów warto zbadać opinię na temat konkretnego sprzętu. W kolaboracji z chłopakami z ekipy Enduro From West To East serwujemy Wam gorący test równie gorącego produktu. Mowa o sprzęcie Nukeproof Mega.

Przy okazji zapraszamy na Fanpage chłopaków z Enduro From West To East.

Nazwa marki NukeProof wybrzmiewa mocarnie i w zasadzie taka właśnie jest! No, ale chwila, chwila… do podsumowania należałoby przejść na końcu testu…? Eee tam – nie mogłem się powstrzymać! W ostatnich latach firma zdobyła zaufanie downhillowców, którzy nie oszczędzając modelu Scalp chwalili ją bardzo za świetną pracę zawieszenia i niezawodność. Poszliśmy tym tropem, aby sprawdzić, czy firma wypuściła tylko teoretyczne uzupełnienie swojej linii produkcyjnej, czy może jednak stworzyła ramy, które naprawdę nadają się do prawdziwego Enduro, a jak niektórzy twierdzą- również całkiem nieźle konkretnego freeridu.

W całym tym zamieszaniu chodzi o ramę Nukeproof Mega. Standardowe kształty rur, ładne elementy  wykonane na obrabiarkach cnc, piękne spawy oraz bardzo solidne naklejki… innymi słowy sprzęt, który kojarzy mi się z dawniejszymi czasami, co akurat niesie pozytywne skojarzenia. Pisząc o budowie ramy zacznę może od wagi… cóż ta może nie jest idealna. Ramy, które ujeżdżamy to rozmiar L (przy wzroście 178cm) oraz XL (192cm wzrostu). Ramka w rozmiarze L wraz z damperem i osią tylnego koła DT Swiss 12x135mm waży 3595g. W sumie można lżej, ale z drugiej strony nie widziałem i nie słyszałem nigdy o tym, aby ta rama była awaryjna, co niewątpliwie jest dużym plusem. Następną zaletą tej wagi jest super sztywność całej konstrukcji, a dzięki sztywnej osi 12x135mm z tyłu jest ona jeszcze bardziej odczuwalna- za to moim zdaniem należy się medal konstruktorom. Do ramy można zamontować wszystkie rodzaje sterówek, od 1 i 1/8″, poprzez tapered, kończywszy na 1,5″. Wszystko to dzięki główce w standardzie półzintegrowanym 44mm oraz dedykowanym sterom firmy Nukeproof, czy też Cane Creek umożliwiający taki zabieg.

Amortyzator powinien mieć 150-180mm skoku, co jest kolejną wskazówką, że rama jest stworzona nie tylko do enduro, ale również FR. Mufa suportu 73mm z mocowanie ISCG 05, to już norma w ramach do enduro, bo mało który biker obejdzie się bez napinacza. Kolejnym dużym plusem jest rura podsiodłowa umożliwiająca całkowite chowanie sztycy. Są jednak rzeczy do których można się przyczepić, na szczęście tylko małe detale. Pierwsza z nich to moim zdaniem mocowanie hamulca w standardzie International Standard… po co ciągnąć ten standard, skoro i tak chyba wszystkie nowe hamulce są w Post Mount?! Chyba nigdy tego nie zrozumiem… Kolejna sprawa, to geniusz myśli technicznej z Wysp… chodzi o umiejscowienie przelotki do tylego hamulca po prawej stronie ramy. Tak wiem, że u nich hamulce są na odwrót, ale mogliby sobie darować i zacząć zachowywać normalnie 🙂 Ostatnim problemem, jaki udało mi się wykryć, to brak kompatynilności z niektórymi przerzutkami  przednimi. Niestety nie wszystkie podejdą bez stwarzania problemów. Wbrew pozorom wycięcie w ramie nad suportem nie sprawia problemów z błotem, bo nie zbiera się go tam dużo, tak jak by mogli to sobie niektórzy wyobrażać.

Geometria… jakie to piękne słowo. W tym wypadku wartości geometrii ramy również są piękne. Jeśli ktoś jest prawdziwym enduro wyjadaczem, to doceni 66 stopni pod główką. To właśnie ten fakt zapewnia genialne prowadzenie. Dodatkowo 73 stopnie pod siodłem, dzięki którym nawet najcięższa wspinaczka nie będzie tak straszna. Rama co prawda nie jest wybitnie krótka, nie mniej jednak poza trudniejszym podrzucaniem przedniego koła, nie udało mi się tego zauważyć. Wbrew pozorom naprawdę jest zwinna.

Wrażenia z jazdy jak zwykle są subiektywną sprawą dla każdego z nas, lecz przyznam się szczerze, że po pierwszych 20km miałem ochotę wyrzucić ją na złom. Totalnie nie pasował mi sposób, w jaki trzeba prowadzić ten rower. Na szczęście po tej krótkiej pętelce zrobiliśmy sobie przerwę i następna jazda była już bardziej obiecująca. Z każdym kolejnym dniem czułem, że ta rama jest fajniejsza, niż mi się to początkowo wydawało. Zjazdy dzięki 150mm skoku, to bajka. Szczególnie gdy puścimy wodzę fantazji i damy jej trochę mocniej popracować. Nie ma co tu kryć- ramka została tak stworzona, że genialnie wybiera duuuże rzeczy przy dużych i małych prędkościach oraz mniejsze przy dużych prędkościach, natomiast przy wolnej jeździe nie jest to super kanapa wygładzająca wszystko, co niekoniecznie każdemu może pasować – mi to nie przeszkadza.

Dość charakterystyczny sposób działania zawieszenia, lecz gdy już chwilę na niej pojeździmy, to uda nam się to docenić bez dwóch zdań. Nawet jeśli na początku byliśmy sceptycznie nastawieni do takiej pracy, to przygotujcie się na miłe rozczarowanie! Utrzymanie równowagi na technicznych sekcjach, lawirowanie między przeszkodami, skoki – to wszystko nie sprawia nam najmniejszych problemów. Specjalne propsy dla jazdy w bandach, bo jak do tej pory nie wychodziło mi to najlepiej. Natomiast na tej ramie udaje mi się to bardzo fajnie. Podjazdy… nie wiem co więcej poza słowem – świetnie – można tutaj napisać. Sprzęt idzie pod górę jak przecinak, a dzięki damperowi z trzema pozycjami gate, ustawiając odpowiednią, mkniemy pod górę jak na hardtailu. Oczywiście przy dużym nachyleniu stoku musimy trochę się pochylić jeśli nie mamy widelca z regulacją skoku, ale po takiej korekcie pozycji, rower nie buja na boki i jedzie tam gdzie chcemy bez większego wysiłku. Więcej na temat podjeżdżania serio nie ma co pisać, bo nie ma do czego się przyczepić.

W komplecie z ramą otrzymujemy damper Rock Shox Monarch RT3 specjalnie zaworowany do tej konstrukcji oraz oś tylnego koła DT Swiss 12x135mm. Podczas zakupu ramy mamy do wyboru trzy wersje kolorystyczne: malowaną żółtą, anodowaną srebrną i anodowaną czarną. Jest jeszcze jedna ważna kwestia- rozmiarówka. Mamy do wyboru 4 rozmiary: S, M, L i XL; co w moim wypadku utruniło sprawę wyboru odpowiedniego rozmiaru. Ostatecznie się udało i dla 178cm wzrostu rozmiar L daje radę. Jeśli jeździmy zdecydowanie częściej w bikeparkach, a enduro jest dodatkiem, to rozmiar M dla tego samego wzrostu będzie moim zdaniem odpowiedniejszym wyborem. Na pewno nie jest to rama do której przyzwyczaisz się w kilka chwil, tak jak bywa to czasami w przypadku wielu innych ram. Nie mniej jednak w końcowym efekcie nie będziesz zawiedziony, a chyba o to w tym wszystkim chodzi?! A kiedy do list zalet dodamy cenę za jaką można kupić ramę z damperem i osią tylnego koła od polskiego dystrybutora– firmy Hadronsport.com – nie pozostawiamy już cienia wątpliwości.

A po więcej informacji na temat sprzętu marki Nukeproof zapraszamy na naszą sklepową stronę