Dodano: 14 Sie 2012, Autor: Admin

Speed & Style – nowy odłam ekstremalnego kolarstwa górskiego?

W świecie rowerów nie ma stagnacji. Ta ogromna maszyna rozpędziła się i jak widać, wcale nie ma zamiaru zwolnić. Co za tym idzie? Fuzja- czyli masa eksperymentów, mniej lub bardziej udanych i wkraczanie na nowe obszary. Jednym z efektów takich działań są narodziny nowego stylu jazdy, który nie bez przyczyny nazwano Speed & Style.

Pierwszym dzieckiem wyżej wspomnianych czynników było Enduro. Wyłoniło się stosunkowo niedawno, tworząc idealny kompromis pomiędzy klasycznym MTB i ekstremalnymi zjazdem. Większość znawców kręciło nosem, sygnalizując szybką śmierć innowacyjnego stylu MTB.  Przewrotnie, jak widać na przestrzeni sezonów- Enduro ma się bardzo dobrze. Sam legendarny Ritchie Schley powiedział o Enduro: „Enduro is the essence of mountain biking”. A z opinią takiego asa nie ma szans się nie zgodzić.

Tym samym tropem można podążać w kierunku Speed & Style, czyli najnowszego wymysłu ekstremalnych bikerów. Na największych festiwalach rowerowych świata, które odbyły się w przeciągu ostatniego miesiąca nie zabrakło zawodów w tej dziedzinie. Wygląda więc na to, ze do listy ekstremalnych sportów rowerowych będzie trzeba dopisać sobie nową odmianę MTB.

O co chodzi w Speed & Style?

Sprawa jest bardzo prosta: Speed & Style powstało, jako fuzja pumptrackowego szaleństwa, dirtów i dual slalomu. Trasa jest tak zaprojektowana, żeby riderzy nie wykonywali przekręceń korbą, a nadal utrzymywali wystarczającą prędkość, by latać duże dirty i transfery. Linia naszpikowana jest muldami, bandami, wallride’ami i hopami. Wszystko po to, by zbadać możliwie najwięcej umiejętności poszczególnych rowerzystów, a oglądającym zapewnić show nie z tej ziemi.

Na starcie stają dwaj zawodnicy, ruszają równocześnie- zupełnie jak w dawnym dual slalomie. Jednak nie ma żadnej bramki startowej, dlatego że różnice czasowe i tak bardzo łatwo zatrzeć. Ciekawe jak?- zapytacie. To proste. Tak serio, nie jest najważniejsze to, kto pierwszy dotrze do mety. Równie ważny (a nawet ważniejszy) jest styl przejazdu. Strzelając dobre sztuczki na hopach, jury wybiera zawodnika z lepszym trickiem, który dostaje za to bonusowe sekundy. Można w ten sposób przyjechać na metę, jako drugi- ale wykonując lepsze tricki i tak w efekcie wygrać.

Ci, którzy mieli chwilę, żeby oglądać relację z Crankworx w Les2Alpes i Whistler mogli oglądać takie rowerowe jadki w najlepszej obsadzie. We Francji wygrał Zink, a w Whistler Brendog.

Zobaczcie i oceńcie. Czy nowa dziedzina znajdzie swoich entuzjastów w naszym kraju? To może być ciekawe…

Popularność tego sportu może zagwarantować fakt, że warunkiem koniecznym nie jest posiadanie topowego sprzętu i potężnego zaplecza teamowego. Wystarczy klasyczny „sztywniak”, za którego sterami największą rolę odegra czyste 100% talentu i umiejętności.

 

Day 2 Crankworx 2012 – Dual Speed & Style on Pinkbike