Dodano: 7 Cze 2012, Autor: Admin

Pozwól na słówko: Marcin „roteiro” Rot i plany na 2012

Ten, kto chociaż trochę śledzi poczynania rodzimych dirtowców wie, że ostatnio jeden z nich zdecydowanie wyszedł przed szereg. Ta awangarda, to niewątpliwie jeden z największych dirtowych talentów naszego kraju. W tym sporcie siedzi nie od dziś, dlatego jego passa sukcesów nikogo nie dziwi. Co sprawia, że chłopak jest ostatnio na fali? Doświadczenie? Niesamowite umiejętności? A może fakt, że to po prostu równy i koleżeński gość?

 

O to, co intryguje nas- rowerzystów zapytaliśmy wyżej wspomnianego Marcina Rota: mieszkańca Wrocławia, zawodnika marki Kross i utalentowanego dirtowca. Oto, co nam wyśpiewał…

Zanim jednak przystąpicie do lektury polecamy oddać się produkcji ASF Studio, która przybliży Wam nieco sylwetkę „Roteira”

 

Joy Ride: Po latach wolnego oblatywania różnych zawodów i miejscówek zacząłeś wygrywać. Podium goni podium! Zdaje się, że to twoje 5 minut?

Marcin Rot: To nie do końca tak, myślę że to moje drugie 5 minut. Pierwsze było jakoś w latach 2007-2008. Wtedy też zajmowałem dobre miejsca, m.in. vice-mistrzostwo Polski w Milanówku. To były mega czasy, było trochę inaczej niż dzisiaj, liczyła się tylko zajawka i nic wiecej. Potem miałem przerwę od roweru… prawie 2 lata. Troche brak zajawki, troche matura, troche innych spraw, tak wyszło. Wróciłem do jazdy w 2010 roku. „Oblatywałem” wtedy zawody, startując głównie w amatorach, ciężko było nadrobić stracony czas, wszyscy poszli mocno do przodu. Zeszły sezon miał być taki sam, ale podczas pierwszych zawodów na Kazoorze w maju odblokowałem się na większe rzeczy, duże hopy i lepsze tricki. Przykatowałem mocniej i udało się zajmować dobre miejsca już w Pro, a ten sezon idzie jeszcze lepiej, oby tak dalej!

 

Joy Ride: Myślisz, że passa sukcesów to efekt konkretnych czynników? Czy raczej kwestia tego, że osiągnąłeś wysoki poziom skillsów i masz też dużo szczęścia?

Marcin Rot: Myślę, że głównymi czynnikami, które pozwalają mi zajmować dobre miejsca są: wieloletnie doświadczenie i skuteczność. Jest w Polsce sporo zawodników robiących lepsze tricki, jednak często nie potrafią tego przenieść na nowe hopy, a to jest na zawodach najważniejsze – szybko przyzwyczaić się do nowych warunków i skleić bezbłędny przejazd na poziomie. Jedna sztuczką nigdy nie wygrywa się zawodów. Do tego dochodzi stres, wiadomo trochę go zawsze jest i trzeba umieć sobie z nim poradzić, mi się to naszczęście udaje.

 

 

Joy Ride: Na czym śmigasz? Masz jeden, czy kilka rowerów. Opowiedz nam o swoich cackach…

Marcin Rot: Obecnie mam 1 rower. Złożony na aluminiowej ramie Kross Spade. Dzieki wsparciu Kross’a reszta komponentów też jest topowa, mi. amortyzator Rockshox Argyle czy obręcze Mavica. Całość jest bardzo lekka, bo waży poniżej 11kg, ale zarazem bardzo mocna. Wszystko dobierałem sam pod siebie i z pewnością jest to najlepszy rower jaki kiedykolwiek miałem. Nie zamieniłbym go na żaden inny! Na razie nie myśle o fullu, zupełnie nie pasują mi amortyzowane slopestylowki, zdecydowanie wole sztywniaki. Full może w przyszłości, ale do lasu… 

 

Joy Ride: Jak widać współpraca z marką Kross świetnie Ci służy. Jakie masz plany związane z twoją rowerową karierą na ten sezon? 

Marcin Rot: Dokladnie! Kross zapewnia mi naprawdę świetne wsparcie, zarówno w kwestii wyjazdów, jak i roweru, za co jestem im mega wdzięczny. W tym sezonie na pewno chce zaliczyć wszystkie większe polskie imprezy, no i powoli ruszam też za granicę. Jeden wyjazd do Wiednia już za mną, za tydzień jadę na Balaton na Węgry, potem najprawdopodobniej na zawody Go Big or Go Home do Monachium, na które w zeszłym roku nie udało mi się pojechać ze względu na skręcony nadgarstek. Zobaczymy jak będzie szło, mam nadzieje wyjeżdżać coraz cześciej i ciągle się rozwijać.

 

 

Joy Ride: Wygrałeś konkurencję Slopestyle na Joy Ride Festiwalu. Jak okiem zawodnika z podium oceniasz tą imprezę?

Marcin Rot: Bardzo fajna impreza, na pewno przełomowa w Polsce jeśli chodzi o trase. Tak długiej i rozmaiconej jeszcze Polsce nie było. Szkoda że nie udało się zrealizować w 100% tego, co było planowane, ale liczę że w przyszłym roku będzie jeszcze lepiej i przyjadę znowu na pewno. Noo i co się działo już poza zawodami…

 

Joy Ride: Jeśli mógłbyś udzielić rady wszystkim młodym dirtowcom, to co byś im powiedział?

Marcin Rot: Jeździć, jeździć i jeszcze raz jeździć. Zajawka jest najważniejsza, a cała reszta przyjdzie sama!