Dodano: 17 Sty 2012, Autor: Admin

Test: Napinacz Shaman Racing Drake + inne cacka

Kilka dni temu na naszej stronie prezentowaliśmy artykuł o marce Shaman Racing, a także Kubajszu- riderze, mocno związanym z tą firmą. Dla tych, którzy jeszcze nie czytali: polecamy! Dla pozostałych, lepiej łapiących temat: artykuł napędził smaka na piękne cacka, które mogą usprawnić i upiększyć nasz rower.  Postanowiliśmy więc złożyć małe zamówienie w Shamanie i przekonać się na własne oczy, jak to wszystko wygląda.

1. Otwieram paczkę i…

No właśnie, ten element kupowania różnego rodzaju części zawsze jest taki sam. Mały „a walk to remember” do czasów, kiedy etap roku wyznaczały takie oto chwile. Nie mniej jednak ciekawy byłem, jakie wrażenie zrobią na mnie produkty, które na materiałach marketingowych wyglądały wręcz powalająco. Swoją drogą nurtowało mnie też, jak sprawić by tak ładne elementy nie uległy uszkodzeniom w trakcie podróży. Oto, co zobaczyłem po otwarciu paczki.

Po pierwsze– wszystko było zapakowane oddzielnie. Każdy element napinacza miał swój elegancki woreczek, blister i naklejkę w środku- Fajnie! Efekt był taki, że z jednej strony wszystko wyglądało jak biżuteria. Z drugiej patrząc na te opakowania byłem spokojny, że nic nie uległo uszkodzeniu.

Po drugie– no ale ile można się tak spalać z powodu kilku woreczków (powiedziałby zapewne niejeden z czytelników). Opowiem wam zatem, co dalej. Otóż jako pierwsze postanowiłem otworzyć opakowanie z mostkiem. Zintegrowany, do Boxxera, w kolorku – zielonym. Otwieram i? Szok! Cacko wygląda po prostu rewelacyjnie. Trzymając go w rękach mam wrażenie, że ktoś spędził nad nim długie godziny. Nie ma elementu do którego mogę się przyczepić. Nawet anoda wygląda na jakąś „inną” – lepszą?

Co tu dużo pisać, oto co opisałem wyżej w kilku fotach.

2. Skręcanie napinajki czas zacząć!

Kiedy się już naoglądałem, podjąłem męską decyzję – pora to skręcić i zobaczyć jak się prezentuje w rowerze. Zacząłem więc na sucho, na stoliku. Tak, żeby złożyć to do kupy. Później wkręci się to w standard ISCG05 (przypomnijmy, że pająk napinacza występuje w dwóch standardach: ISCG OLD i ISCG05 – do wyboru przy zakupie).

Poszczególne elementy wyglądały następująco:

a) TACO: 

Taco prezentowało się dość masywnie. Jest grube, delikatnie powycinane. Zdobi je logosek, który szczerze mówiąc mógł być ciutkę ładniej zrobiony. Nie jest to jednak najważniejsza kwestia tego elementu. On ma chronić – i ten bez wahania się sprawdzi. A wbrew wizualnym odczuciom, taco nie waży wcale dużo. Ze względu na wykonanie z twardych tworzyw sztucznych uzyskano dobrą wagę.

b) KLATKI I PROWADNICE ŁAŃCUCHA:

To, co jest niepodważalnie fajne w klatkach i prowadnicach to ich konstrukcja i design. Patrząc na nie widać mocno odchudzone elementy, które z drugiej strony wcale nie budzą obaw. Każda z klatek jest zamknięta- nie ma szans na wypadnięcie łańcucha. Jest też w pełni rozbieralna, np. do wyczyszczenia , za pomocą imbusa 4mm. Szczególnie ładnie prezentuje się dolna klatka, która swoją pracę opiera na ładnie skrojonym kółeczku. Dodatkowo wzmocniona jest jeszcze jedną podporą.

To, co bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie podczas skręcania napinacza na sucho, to patent ze śrubami mocującymi. Dotychczas korzystają z wielu różnych modeli czołowych producentów miałem ten sam fail. Zawsze był problem z dokręcaniem śrub mocujących prowadnice, po ich zakrętki się okręcały. Wtedy tylko siarczyste przekleństwa i praca z klasyczną „żabką” mogła uratować sytuację. Teraz było zupełnie inaczej. Wszystko dzięki prostemu patentowi. Prowadnice są odpowiednio wycięte, a nakrętki kontrujące/klinujące śruby są odpowiednio przycięte, tak żeby wpasować się w pająk. Opcją okręcenie nie istnieje. Co więcej – dzięki temu śruba sama się kontruje. My z uśmiechem korzystamy tylko z imbusa 4mm.

Tak wygląda wspomniany wyżej patent:

 

Natomiast tak wygląda napinacz skręcony i gotowy do wstępnego montażu w ramie:

 

Trzymając Drake w rękach ma się wrażenie, że w zasadzie nic nie waży. Według producenta jest to waga ok 170 gramów, co daje dobry wynik – zważywszy na fakt, że posiada taco. Sprawa druga – ten piękny niebieski pająk jest piekielnie sztywny. Próbowałem delikatnie wygiąć go w rękach, ale skapitulowałem.

3. CZAS DZIAŁAĆ- CZYLI MONTAŻ NAPINACZA W RAMIE:

Cały proces przebiegł bardzo sprawnie i bez bólu. Śrubki mocujące napinacz w ramie są w komplecie, i są dość dobrej jakości. Nie ma więc mowy o tym, że po kilku jazdach w błocie – staną się matowe i będą ranić nasze serce.

Po zamontowaniu czas na regulację w prowadnicach. W zasadzie to bajka, bo tak , jak wspominałem wcześniej – klatki przesuwają się w specjalnie wyciętych prowadnicach. Sprawia to, że odpowiednio wyregulować można go dosłownie w przeciągu „pół piwa”.

Kiedy wszystko jest zrobione, w zasadzie pozostało tylko jedno: czas na oklaski. Poszło szybko i sprawnie. Ostatecznie napinacz prezentuje się tak:

 

Czas na ocenę pierwszego aktu sztuki pt. SHAMAN RACING.

PLUSY:

+ niska waga napinacza

+ duża sztywność pająka

+ banalny montaż – wystarczy mieć klucz imbusowy 4mm – stalowe nerwy niepotrzebne

+ piękne odcienie anody, o wysokiej jakości

+ możliwość złożenia totalnie customowego napinacza – każdy element może być w innym kolorze ( a w tej kwestii w Shamanie jest w czym wybierać)

MINUSY:

– wykonanie logotypu na taco

– możliwość doznania szoku podczas otwierania pudełka – te cacka są bardzo ładne.

 

Jeśli interesuje Was, jak Drake spisze się w trakcie jazdy – odwiedzajcie stronę i czujnie obserwujcie. Testy z jazdek już niebawem.