Dodano: 29 Gru 2011, Autor: Admin

Polski lider grupy Giro d'Italia?

Ostatnio bardzo dużo słychać o spektakularnych przedsięwzięciach związanych z rowerami w naszym kraju. Jeszcze niedawno cieszyliśmy się z poczynań Rafała Wypióra, a dzisiaj kolejny zastrzyk rowerowych endorfin. Może nie jest to nasza docelowa dziedzina, ale jako zapaleni rowerzyści powinniśmy o tym wiedzieć. Wygląda na to, że w najbliższym Giro d’Italia jedną z gwiazd będzie nasz rodak- Rafał Majka.

Kilka dni temu Bjearne Riis- dyrektor sportowy Saxo Banku, zapowiedział, że Majka pojedzie jako lider zespołu w najbliższym Giro d’Italia – jednego z trzech największych wyścigów. Przypomnijmy, że Saxo Bank, to team z którym sporo wspólnego ma m.in. Alberto Contador. Ogromna presja i jednocześnie potężna szansa stoi przed 22-letnim Rafałem. Poniżej prezentujemy Wam fragmenty wywiadu przeprowadzonego przez portal www.sport.pl.

Olgierd Kwiatkowski: Spodziewał się pan takich wiadomości?

Rafał Majka: Dowiedziałem się 29 listopada w Kopenhadze. Wcześniej były tylko pogłoski, mówili o tym dyrektorzy sportowi. Mimo to nie mogłem uwierzyć, byłem pod wrażeniem. Od sześciu miesięcy jestem w zawodowym peletonie, mam 22 lata, a tu nagle takie zadanie. Kiedy Zenon Jaskuła liderował Tour de France, miał 33 lata, ja dopiero zaczynam karierę zawodową. Do Giro zostało mi pięć miesięcy, a już się tego boję. Bo nie tylko nogi się liczą, również głowa. Wiem, że będzie ciężko, bo ciąży na mnie ogromna odpowiedzialność.

Jakie zadanie postawił panu Bjarne Riis? 

– Dyrektor chce sprawdzić, jak sobie poradzę na wielkim Tourze w tak młodym wieku. Miejsce w pierwszej dziesiątce byłoby dobre, minimum to pierwsza piętnastka. To jest zadanie do realizacji, najważniejsze to mieć trochę szczęścia, uniknąć kraksy w czasie przygotowań i potem na wyścigu.

śród kolegów z drużyny nie ma zazdrości o to, że to pan, młody nieznany chłopak z Polski, będzie liderem na Giro?

– W Saxo Bank jeżdżą zawodnicy z 12 krajów. Każdy z nich wie, co znaczy drużyna, wszystko jej podporządkowują. Jeśli dyrektor powiedział, że ja mam być numerem 1, to tak będzie. Nieźle pojechałem w Vuelcie i już wtedy pytali, czy szykuję się na Giro.

W Polsce wzrosło zainteresowanie panem po tej nominacji? 

– Po zgrupowaniu w Izraelu miałem mnóstwo telefonów. Nie wiedziałem, że tak to ludzi zainteresuje. Ci, którzy się znają na kolarstwie, wiedzieli o moim istnieniu. Nawet w Polsce od czasu do czasu ktoś poprosi o autograf. Jesteśmy jednak krajem, gdzie liczy się tylko piłka nożna. Kolarstwo ma tylko grupkę zapalonych entuzjastów.

Pana nie ciągnęło do piłki? 

– Nawet grałem w Grodzisku Raciechowice. Ale pewnego dnia przyjechał trener Zbigniew Klęk z WLKS Krakus, przywiózł rowery i zrobił testy. Od razu mi się spodobało. Od 13. roku życia poświęciłem się tylko kolarstwu. Nie ma porównania z piłką, bo ja lubię się zmęczyć. Grając mecz, często się stoi, bywało to dla mnie nudne.

Wyjechał pan do Włoch w wieku 18 lat. Czy to jedyne wyjście, by odnieść sukces w zawodowym kolarstwie? 

– Nie uważam, byśmy mieli mało uzdolnionych kolarzy. Przeciwnie. Jest wielu zawodników, którzy w wieku juniora odnoszą sukcesy, również w Europie. Ale potem nie wiedzą, co robić. Nie mają pieniędzy na rozwój, nie ma grup, które poprowadziłby takich chłopców w kategorii orlika. W juniorach wygrałem dziesięć wyścigów i na szczęście Tomasz Marczyński (aktualny mistrz Polski, jeździł w grupie WLKS Krakus) polecił mnie jednej z włoskich amatorskich grup. Zaryzykowałem. Dawali mi jedzenie, zapewniali jako takie utrzymanie. Początkowo było ciężko, bo nie znałem języka. Po trzech miesiącach porozumiewałem się, po roku dobrze mówiłem po włosku i problem znikł.

Nie miał pan chwili słabości? Z dala od domu, w nowym otoczeniu jeszcze jako nastolatek.

– W Polsce nie ma wysokich gór, dopiero po wyjeździe do Włoch zobaczyłem, co to znaczy jeździć po górach, i się do tego zapaliłem. Zapomniałem wtedy o niedogodnościach. Uwielbiam się męczyć, jeżdżąc pod takie góry. Im wyżej, tym lepiej.

Czy przejście do Saxo Bank było dla pana porównywalnym przeskokiem jak transfer z polskiej amatorskiej grupy do włoskiej?

– Saxo Bank jest jak Real albo, jak kto woli, Barcelona w kolarstwie. Drużyna, która pięć razy z rzędu wygrała klasyfikację na najlepszy zespół świata. Od samego początku się dziwiłem, jak to wszystko jest zorganizowane. Nie mam już jednego roweru do dyspozycji, ale sześć – dwa do czasówki, dwa do treningów, dwa do wyścigów. W grupie pracuje 100 osób, jest lekarz, kucharka, fotograf, ludzie od załatwiania wszystkiego – biletów, wiz itp. Z tego, co wiem, to najlepiej uporządkowana grupa świata, ma 11 lat tradycji. Kryzysu się nie boimy, bo Riis jest tak obrotny i wyrobił sobie taką markę, że nawet jak jeden sponsor się wycofuje, od razu znajduje następnego.

 


Riis rządzi podobno twardą ręką w grupie, wprowadził niekonwencjonalne metody przygotowań. 

– Kiedyś cała grupa wypłynęła łodzią na pełne morze. Półtora kilometra od brzegu na polecenie Riisa wszyscy musieli wskoczyć do wody i wracać. Każdy musiał wspierać tego, który był słabszy. Wróciłem właśnie z Izraela ze zgrupowania. Tym razem wsadził nas wszystkich w samolot i kazał skakać ze spadochronem. Nigdy w życiu czegoś takiego nie robiłem. Bałem się strasznie, ale zaryzykowałem i skoczyłem. Ostatecznie była z tego wielka frajda. Riis tym sposobem chce zintegrować grupę.

W Polsce pan trenuje czy tylko spędza święta?

– Trenuję. Dzisiaj nie jest najgorzej. Jak na grudzień jest bardzo ciepło, siedem stopni. Rano jeździłem na rowerze, wieczorem idę na siłownię. Pobiegam trochę i poćwiczę pod okiem dawnego trenera. Od stycznia zaczynam ostre treningi na Wyspach Kanaryjskich, potem wyjeżdżam do Włoch.

Przed Giro będzie pan startował więcej niż przed poprzednim sezonem?

– Do czerwca, do mistrzostw Polski zaplanowaliśmy wszystkie starty. Okrojone o połowę w stosunku do tego, co miałem w tym roku w pierwszej części sezonu. W marcu zaczynam od Tour Méditerranéen we Francji, potem będzie wyścig dookoła Katalonii, w którym mam pomóc Contadorowi w odniesieniu zwycięstwa, klasyki we Włoszech i w Belgii. Nie pojadę w nich na sto procent, to będzie tylko ważny etap przygotowań do Giro.

 

źródło: www.sport.pl